Właściwie to miałam nadzieję nie pisać i nie wypowiadać się publicznie na ten temat. Tylko, że mam dość. Mam tak obrzydliwie dość tych "nieomylnych, znających jedyną prawdę zwolenników teorii o zamachu", że postanowiłam jednak napisać co tym sądzę.
Jedną z ofiar katastrofy poznałam osobiście. Nie byliśmy znajomymi, zdarzyło nam się spotkać parę razy na jakiś uroczystościach i zamienić kilka grzecznościowych zdań. Tych kilka zdań jednak wystarczyło mi, żebym wyrobiła sobie pozytywne zdanie o tym człowieku i szanowała to co robił.
Przede wszystkim, i chyba to od tego powinnam zacząć, moim zdaniem nie było żadnego zamachu. Ci, którzy w uwielbieniu powtarzają wszystkie brednie, które wymyśla jaśnie oświecony Macierewicz mogą już przestać czytać i przejść do komentarzy w celu obrażania mnie. Dziękuję.
Samolot rozbił się na skutek szeregu zaniedbań połączonych z wymuszeniem na pilotach decyzji o lądowaniu. Skąd więc wzięła się ta cała karuzela smoleńska, te teorie, spiski i obrzucanie się błotem? To są niestety wyrzuty sumienia Jarosława Kaczyńskiego. Dla mnie wyglądało to tak:
Najpierw piloci informują, że nie da się lądować ze względu na złe warunki pogodowe. Prezydent dzwoni do brata z pytaniem co robić (połączenie telefoniczne jest faktem - nikt nie ujawnił jak wyglądała rozmowa), a ten informuje, że MUSZĄ wylądować, bo jak się spóźni to będzie wstyd i media pękną ze śmiechu, a to spowoduje spadek popularności i Tusk będzie się cieszył. Piloci zostają zmuszeni do lądowania, co przychodzi zwierzchnikom dosyć łatwo, mając na uwadze incydent z Gruzji. Samolot rozbija się.
Wiadomość o śmierci brata dociera do Jarosława. zalewa go fala rozpaczy i smutku, a potem: "Boże to JA namówiłem go do lądowania! To przeze mnie oni wszyscy zgineli, PRZEZE MNIE!. To niemożliwe, niemożliwe, niemożliwe. To nie może być moja wina, ja tego nie chciałem. To musiał być spisek, zamach. Nie zabiłem własnego brata, nie zabiłem! To Oni to zrobili - byliśmy zbyt potężni i bali się nas - muszę udowodnić, że to nie ja. Bo to nie ja. Zabili mojego brata!
Może trochę przesadziłam z tym opisem, ale taki wydaje mi się był tok myślenia Kaczyńskiego zżeranego przez wyrzuty sumienia. Cała sprawa "zamachu smoleńskiego" jest właśnie efektem jego rozpaczy.
To co się obecnie dzieje w tej sprawie jest tak żenujące, że ciężko zachować spokój. A najśmieszniejsze jest, że na początku starałam się nie przekreślać tezy o zamachu. Zakładałam, że wysoko postawione osoby wypowiadające się w mediach mogą mieć informacje niedostępne dla zwykłego człowieka, że oni wiedzą coś więcej, dlatego mówią z taka pewnością. Dopiero potem ich kolejne twierdzenia, bardzo często wykluczające się, utwierdziły mnie w zdroworozsądkowym zdaniu o wypadku.
Kilka przykładów na to co się wyklucza:
1. Jeśli były ładunki wybuchowe to po co im była sztuczna mgła?
2. Jeśli potrzebne są ekshumacje ciał, bo były tak zniszczone i zmasakrowane, że są pozamieniane w trumnach to jakim cudem ktoś przeżył (i został zastrzelony)?
3. Skoro to był zamach to dlaczego i kogo chcą stawiać przed sądem za błędy organizacyjne lotu?
4. Dlaczego nie sprowadzono jeszcze wraku tupolewa, chociaż PiS jest już u władzy pół roku?
5. Skąd w Polsce wzięły się fragmenty tupolewa i dlaczego zamiast badać te fragmenty przekazano je do kościołów i pomników?
6. Dlaczego niektóre "rodziny smoleńskie" są lepsze od innych? Syn Stanisława Komorowskiego zdradził, że część tzw. rodzin smoleńskich nie została zaproszona na oficjalne obchody rocznicy katastrofy smoleńskiej.
Niestety obawiam się jednak, że dotarliśmy do takiego momentu, że nikt już swojego zdania nie zmieni. Szkoda też, że wszelkie rozmowy na ten temat to najczęściej atak na "niewierzących".
Rozmowa prof. Wolniewicza z atakującą go dziennikarką, która chyba zapomniała o co chodzi w byciu bezstronnym jest najlepszym na to przykładem. Powinni pokazywać ten "wywiad" na studiach dziennikarskich jako przykład totalnego nieprofesjonalizmu.
Prof. Wolniewicz kontra Stankiewicz
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Wredne i niecenzuralne komentarze usuwam.